10 blokad w pracy nauczycieli




Jakość edukacji zależy od nauczycieli. To truizm. Wymaga się od tej grupy zawodowej bardzo dużo. Jednocześnie nauczyciele na swojej drodze napotykają wiele przeszkód i blokad, utrudniających realizowanie im zadań. Coraz częściej słyszę o rezygnacjach, odejściach ze szkoły. Jakie są tego przyczyny?

Z moich rozmów z nauczycielami oraz obserwacji poczynionych w szkołach wyłoniła się mapa wyzwań, z jakimi się mierzą. Oto kilka najbardziej charakterystycznych.

Postawa ministerstwa. Władze traktują szkoły instrumentalnie - jako miejsca realizacji własnych wizji. Jednocześnie stosują model nakazowo-rozdzielczy. Efektem są nieprzemyślane reformy, robione dla celów propagandowych, by zademonstrować rzekomą troskę o chowanie najmłodszych pokoleń. Decydenci odwołują się przy tym do stereotypowych wyobrażeń społecznych. Modyfikacje dotyczą kwestii drugorzędnych (z punktu widzenia dobra ucznia), jednak mocno dezorganizują pracę szkoły. Sztandarowym przykładem jest ostatnio likwidacja gimnazjów (właściwie bez szerszych konsultacji), czy wprowadzanie skomplikowanych standardów oceny nauczycieli (własciwie niemożliwych do wyegzekwowania).

Nadmiar biurokracji. Mamy do czynienia z przerostem przepisów, niejednolitych, niezrozumiałych, wykluczających się, często zmieniających, niedostosowanych do rzeczywistości. Papierologia jest faktem. Co gorsze, wraz z kolejnymi pomysłami rządzących, tylko się zwiększa. Dzienniki, programy wychowawcze, programy profilaktyczne, sprawozdania z zebrań, analiza pracy wychowawcy, dokumentacja szkolnych konkursów, apeli i akademii szkolnych wyników egzaminów próbnych, badania kompetencji, ewaluacje itd. W szkołach dominuje kult sprawozdawczości, z czego właściwie niewiele wynika.

Niskie zarobki. W porównaniu do stawianych wymagań, znaczenia jakie przypisuje się edukacji oraz biorąc nakład sił włożony w kształcenie i doskonalenie, nauczyciele zarabiają mało. Pensja nauczyciela kontraktowego to ok. 2300 zł brutto, mianowanego – 2650 zł, dyplomowanego (po kilkunastu latach pracy i ciągłego doskonalenia) - 3100 zł. Na rękę zostaje zdecydowanie poniżej oczekiwań. Tym bardziej, że zarobki na kasie w popularnych marketach potrafią być wyższe (jedna z sieci proponuje na starcie wynagrodzenie 3500 złotych!). Może to być szczególnie frustrujące w zestawieniu z energią, pieniędzmi i czasem poświęconymi na dokształcanie. Przeciętny nauczyciel, obok studiów kierunkowych, ma ukończone ze dwie podyplomówki i kilkanaście kursów. Jak w takiej sytuacji przekonać ucznia, że warto inwestować w naukę, a zdobywanie kolejnych szczebli wykształcenia przekłada się na realne korzyści?

Brak możliwości realnego awansu (pionowego i poziomego). Po wejściu na poziom nauczyciela dyplomowanego (co większość nauczycieli osiąga po 10-15 latach pracy) właściwie nie ma dalszej drogi rozwojowej. Powoduje to brak motywacji do doskonalenia. Część nauczycieli może zostać dyrektorami, ale to wiąże się raczej z ogromem obowiązków i odpowiedzialności niż rzeczywistą poprawą statusu materialnego.

Naciski ze strony rodziców. Działania rodziców stanowią jeden z głównych punktów zapalnych. Zasypują nauczycieli postulatami i wymaganiami. Można jednak odnieść wrażenie, że sami do końca nie wiedzą czego chcą. Nie są także jednomyślni. Co rodzic, to inna wizja idealnej edukacji. Rodzice uczniów w jednej klasie nie potrafią ustalić wspólnej wersji. Nie przeszkadza to im jednak domagać się uwzględnienia sprzecznych postulatów. Mają oczekiwania wobec szkoły, ale nie chcą uczestniczyć w jej działaniach. Ich aktywność niejednokrotnie ogranicza się do podrzucania dzieci do placówek.

Postawy uczniów. Młodzi są fantastyczni. Empatyczni, otwarci, refleksyjni. Niemniej nie da się ukryć, że nieco różnią się w działaniach od poprzednich generacji. Są bardziej rozproszeni, zdekoncentrowani, odlatujący myślami. Funkcjonują w świecie sieci, co powoduje przebodźcowanie. Jawniej okazują niezainteresowanie lekcjami. Potrafią się postawić. Są też dużo mniej cierpliwi, co wynika z dojrzewania w kulturze instant, kulturze natychmiastowej gratyfikacji. W efekcie, że w warunkach typowej lekcji mogą czuć się znudzeni. Trudno odpowiedzieć na ich oczekiwania. Nie zawsze doceniają wysiłki nauczycieli, bo ich efekty nie są dla nich tak istotne. Nie rozumieją sensu tych aktywności. Trudno się dziwić, że część nauczycieli z sentymentem wspomina dawne czasy, gdzie nauczyciel wzbudzał respekt, co prawda tylko na pokaz, ale zawsze.

Trudne warunki pracy. Nauczyciele pracują w hałasie, stresie, napięciu. Muszą być na pełnych obrotach. Prowadzenie lekcji wymaga ciągłego skupienia. Jednocześnie często nie dysponują własnym kątem w szkole. Nie mają wydzielonego miejsca do regeneracji. Ze względu na konieczność pełnienia dyżurów na przerwach nauczyciel nie może odpocząć między lekcjami. Nie ma chwili, żeby przygotować się do kolejnej lekcji. Nauczycielom często brakuje również podstawowych materiałów: papieru czy tuszu. Muszą przynosić je z domu. W domu także kserują i skanują pomoce dydaktyczne. Niejednokrotnie korzystają z własnego (osobistego) sprzętu komputerowego.

Niefunkcjonalny system kształcenia. Studia w Polsce bardzo przeciętnie przygotowują do realiów pracy w szkole. Stosunkowo najlepiej to wygląda w przypadku edukacji wczesnoszkolnej i przedszkolnej. Ta specjalizacja (na pedagogice) jest z założenia nauczycielska. Tymczasem kierunki przedmiotowe są nazbyt teoretyczne. Nacisk położony jest na wiedzę chemiczną, historyczną czy matematyczną - nie wdrożenie do radzenia sobie z sytuacjami szkolnymi. Brakuje warsztatów w zakresie komunikacji, mediacji, negocjacji itd. Generalnie studia nie przygotowują nauczyciela do samodzielnych działań.

Nieprzemyślany system szkoleń. Szkolenia, w najczęściej stosowanej formie, nie odpowiadają na potrzeby nauczycieli. Najczęściej odbywają się po pracy, w sytuacji zmęczenia, z polecenia dyrektora. Nie zawsze nauczyciele mają wpływ na dobór tematów. Bywa, że szkoleni przewyższają poziomem szkoleniowca i nie ma się co dziwić, że nauczycielom moze brakować chęci na takie nasiadówki. Szkolenia (nawet te sensowne, merytoryczne) są incydentalne, jednorazowe. Trener przychodzi i odchodzi. Brakuje etapu wdrożeniowo-monitorującego. Bardziej przydatne byłoby w tej sytuacji stałe wsparcie, konsultacje dydaktyczne, sesje coachingowe pozwalające przedyskutować trudne sytuacje i znaleźć ich rozwiązania.

Brak zrozumienia ze strony społeczeństwa. I wreszcie - konieczność konfrontowania się z wyobrażeniami społecznym. Mam wrażenie, że nauczyciele są pod ciągłym ostrzałem. Wielu komentatorów wypowiadających się na tematy oświatowe, to ich traktuje jak przysłowiowego chłopca do bicia. Nauczycieli czyni się odpowiedzialnymi za złe wyniki uczniów, za ich agresywne zachowania, za brak motywacji do nauki. Wypomina się im rzekomo krótki czas pracy, liczbę dni wolnych, przerwy wakacyjne. Prestiż zawodu nauczyciela sukcesywnie ulega obniżeniu.

Co w tej sytuacji można zrobić? Potrzebne jest znaczące wzmocnienie pozycji nauczyciela, jako dobrze opłacanego eksperta, obdarzonego dużą autonomią i zaufaniem społecznym. Potrzebne jest powiązanie zarobków z jakością pracy - mierzoną inaczej niż za pomocą papierków. Potrzebna jest zmiana modelu kształcenia i dostępu do zawodu.

Natomiast nie uda się to na pewno bez zaangażowania samych nauczycieli. Wiąże się z tym dodatkowa kwestia. Chodzi tu o brak solidarności zawodowej. Nauczyciele to wciąż raczej wolni strzelcy, samodzielnie działający, rzadko wspólnie rozwiązujący trudności. Rzadko zdarza się, że nauczyciele mówią jednym głosem - jeśli już, to po cichu. Narzekają, ale nie towarzyszy temu działania. Zamykają się w okopach i stosują mechanizmy obronne.

Tymczasem bez konsolidacji i bez wspólnego określenia celów, bez ustalenia środków do ich realizacji, bez przemyślenia strategii działania niewiele wyjdzie. I nie chodzi tu o walkę o etaty i utrzymanie Karty Nauczyciela. Chodzi o zbudowanie oraz wyartykułowanie programu realnie (i w perspektywie długofalowej) odpowiadającego na nauczycielskie potrzeby. Jak wiele czasu minie, zanim to się uda?
Tomasz Tokarz

Komentarze

  1. Widze Widze niewygodne komentarze admin tej "strony internetowej" usuwa... Dramat

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja zrezygnowałem z pracy w szkole. Było naprawdę dobrze ale nie dałem rady więcej. Teraz pod każdym względem jest mi lepiej w mojej nowej pracy. Ale niestety brakuje mi bardzo kontaktu z młodzieżą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo...Kochałem tą prace..tez brakuje mi kontaktu z dzieciakami... i tylko tego.. bo wszystko co działo się poza 45 minutami to dla mnie był syf i patologia. Nie wspominając o zarobkach...

      Usuń
  3. w 37 roku
    pracy, przeciążony i zestresowany organizm odmówił mi na 3 tygodnie posłuszeństwa, do dziś się zbieram, chociaż już w pracy

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda że tylko nauczyciele przeczytają ten artykuł. Nikt poza nami nie jest zainteresowany naszymi problemami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ryan..kto taki? kolejna partia która chce się dorwać do koryta i na chwile udaje zainteresowanie?

      Usuń
  5. To wszystko wszyscy nauczyciele wiedzą tak jak i to że:
    1. Trzeba stworzyć nowy silny odpolityczniony związek zawodowy nauczycieli prowadzony przez ludzi bez kompleksów, świadomych swojej wartości i nie "sformatowanych" przez kartę nauczyciela
    2. Zastrajkować w czasie matur.
    3. Usunąć z MEN polityków i teoretyków edukacji.
    4. No i najważniejsze ...bez znaczącego podniesienia pensji i nakładów finansowych na edukację wszystkie reformy pozostają fikcją
    5. Prognozuję i mam nadzieję, że za kilka lat nie będzie ludzi, którzy będą chcieli pracować w szkole i albo pensje znacząco wzrosną albo najlepsi nauczyciele pójdą do płatnych szkół prywatnych lub odejdą z zawodu a w szkołach publicznych zostaną emeryci lub osoby generalnie nieporadne. Wtedy zacznie się lament nad tragicznym poziomem edukacji...
    a nie pomyłka...przecież można zatrudnić Ukraińców a i z czasem pojawią repatrianci z dalszych regionów Rosji

    OdpowiedzUsuń
  6. Dokładnie... ale nie pierwszy raz wszystko zaczynane jest od "dupy strony" i zgodze się ze już teraz w szkołach jest pełno osob nieporadnych lub osoby na chwile przed emeryturą. Sam byłem świadkiem gdzie nauczyciel wpadł w panikę gdy na komputerze wyskoczyła informacja ze należy pobrać "wtyczke Adobe" to był koniec dla tej kobiety...zbladła i zaczęła się trząść bo nie zrobi tego co oczekuje dyrektorka... podszedłem kliknąłem OK i wszystko działac… a kobieta miała mine jakby wygrała nowe zycie.
    Sam pracowałem w szkole...nareszcie jest to już za mną... Patologia goniła patologie... Prywatny folwark psychopatycznej dyrektorki bez własnego zycia prywatnego oczekująca i uwazajaca ze jej podwładni nie mogą i nie maja zycia prywatnego i dla "funu" maja siedzieć po 10-12h w szkole, i tez tylko tacy sa według niej najlepsi. Liczne przypadki mobingu, nie rownego traktowania podwładnych, wyzywanie się na pracownikach, zrzucanie własnych obowiązków na nauczycieli którzy ledwo ogarniają swoje zadania no i jak później dzieci maja nie być obarczone zadaniami domowymi?Te dzieciaki nie maja nawet czasu być dziecmi... Przeciez zadnen z nauczycieli nie potrafi zrealizować materiału, bo raz ze go za dużo a dwa jak masz tone papierów nikomu nie potrzebnych do zrobienia...Sam byłem Wfistą a papierów jakiś durnych musiałem tyle robić , ze czasami wydawało mi się ze pracuje w drukarni

    Zarobki? to jakiś smiech… w Ikei Biedronce Lidlu ludzie zarabiają na dzień dobry dwa razy więcej, Przychodzą robia swoje wychodzą...nikt nie kaze im robić czegoś w domu...
    Wiem wiem zawsze można napisać ze można isc gdzie indziej...ale w pracy liczy się jeszcze cos... pasja... chec do pracy...lub po prostu miłość do dzieci... ja to mam ale co z tego... ja z tego nie wyzyje...a pracować tylko dla satysfakcji? nie dziekuje. 7 lat pracy pokazało mi ogrom głupot, niepotrzebnych nakazów przykazów procedur które musi wypełnić nauczyciel.... długo by jeszcze pisać....
    Kiedyś czytałem jakiś artykuł...w którym mowa była że Szkoła to praca dla samobójców...
    po tym czasie zgadzam się w 100%

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żeby nie było... poznałem wielu ludzi z pasją...oddających się bez reszty swojej pracy...oddani tak bardzo, sa tak zaslepieni ze niejednokrotnie zapominają o swojej rodzinie, o swoim własnym domu i tak naprawdę klepia biede. Pozniej tacy nauczyciele przechodzą na emeryture...szkoły nie ma i co? zostają kaloryfery skrecone na 0 bo nie starczy pieniędzy, w sklepie wezmie mniej bo nie starczy... do auta nie zatankuje bo go nie stać a chętnie pojechał by odwiedzić rodzine… a całe zycie dawał z siebie w szkole wszystko... dawał więcej niż miał. To jest smutne i pokazuje ze jeśli ktoś ma jaka alternatywę powinien przestać się bać i zacząć robić coś innego bo później nie obudzić się z reka w nocniku, bo historia pokazuje ze kazda ekipa rzadzaca najpierw obiecuje a potem ma w dupie ta grupe zawodową.

      Usuń
    2. ale tez pozale się na ten awans zawodowy...nie pracuje w szkole w sumie dopiero od dwóch tygodni...zaczynając teraz we wrześniu miałem zostać dyplomowanym za 3 lata po całym stazu itp... a teraz? miałbym dostać za 7? jeśli dobrze pamiętam... to jest dopiero zenada. Już sam proces stazu i "egzaminu" to jest kpina... to tez nalezało by zmienić pomijając ten wydłużony czas

      Usuń
  7. Zostawiłam w szkole 36,5 roku życia.... Potwierdzam w całości komentarze kevin bballer. Dodam jedynie do tego, że dziś w szkole "rządzą" rodzice..... Za kilka lat jak odejdą na emeryturę ostatnie Siłaczki/Siłacze, szkoła zostanie bez nauczycieli-fachowców. Nikt normalny i wykształcony do tego zawodu nie przyjdzie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam sie z Twoją wypowiedzią Anjjaa. Za kilka lat nikt normalny nie będzie pracował w tym zawodzie. Pracuję już 26 lat, kocham to co robię , ale coraz częściej mam dość. Mam wrażenie tak jak i Ty , że w szkole zaczynaja "rzadzić " rodzice. Szkoda tylko dzieci.............

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Celem edukacji jest rozwój dziecka