Szukajmy własnej drogi



Amerykański progresywizm? Japoński kaizen? Model szwajcarski? Duński? A może fiński?
Inspiracje są inspirujące. Można się wiele nauczyć od innych. Niemniej mam wrażenie, że zbyt często takie zapatrzenie przejawia się tendencją do odruchowego kopiowania zewnętrznych rozwiązań. Zamiast wypracowywać własne rozwiązania - poruszamy się trajektorią psa, idącego po cudzych śladach. 

Nie są od tego wolne także środowiska alternatywne. Tutaj rolę matrycy odgrywa chociażby model Summerhill. Zapominamy, że powstał ponad sto lat temu, w określonej kulturze, że opracował go konkretny niepowtarzalny człowiek z bardzo autorską wizją, że opierał się na placówce internatowej itd. Nie da się stworzyć drugiej szkoły Summerhill - bo ta jest tylko jedna. Franczyza w obszarze edukacji średnio się sprawdza. 

Kultura edukacyjna danej placówki jest wytworem konkretnych ludzi, działających w takim a nie innym środowisku, na niepowtarzalnym lokalnym podłożu, w złożonej sieci zmiennych i zależności. Jest pochodną określonego miejsca i czasu. Efekt końcowy to wynik wielu prób i błędów, dyskusji i sporów, rezultat zmagań ze skomplikowaną rzeczywistością.

W związku z tym nie jest możliwe proste przeniesienie stosowanych tam rozwiązań do innych podmiotów. Nie da się ich mechanicznie przekopiować na inny teren. Przetransportować w nowe miejsce. Można oczywiście próbować ale ze świadomością, że rezultat może okazać się karykaturą wzorca. To co sprawdzało się w organizacji-matce niekoniecznie wyjdzie na innej przestrzeni.

Kultura szkolna nie może być konstruktem inżynierii społecznej. Nie można jej zeskanować i skopiować w drukarce 3D. Tworzenie szkoły to działanie na żywym organizmie, mającym unikalną strukturę i właściwości, ewoluującym, podlegającym nieustannym zmianom. Bez rozpoznania jego specyfiki próby reform zakończą się niepowodzeniem...

Tworzenie autorskiej szkoły to na początku (przynajmniej w pewnym stopniu) fascynacja gotowymi tekstami. To metafrazy. Trochę z Neilla, trochę Korczaka, Montessori, szczypta Rosenberga czy Juula. Są jak fundamenty. Potem się okazuje, że nie wszystkie idealnie pasują na określonym podłożu. Tereny są różne. Ich zagospodarowanie wymaga przystosowania. Nie da się także samymi cytatami wypełnić ścian. Dlatego coraz częściej pojawiają się parafrazy, przeróbki, wariacje, interpretacje. Źródła wciąż inspirują, ale nie są traktowane dosłownie. W końcu społeczność zaczyna mówić własnym głosem, tworzyć autonomiczne narracje. Wtedy staje się zbiorem cytatów dla innych.

I właśnie na tym to polega. Na szukaniu własnej drogi...

Tomasz Tokarz

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

10 blokad w pracy nauczycieli

Celem edukacji jest rozwój dziecka