Chcemy zmiany i boimy się jej



Niejednokrotnie słyszę - "bo krytycy szkoły tylko krytykują, a nie proponują nic innego. Nie ma alternatywy". To nieprawda. Na dziesiątkach tysięcy stron zapisano propozycje zmian. Można korzystać z setek opisanych doświadczeń. Można korzystać z ogromnej bazy broszur i instrukcji - choć oczywiście każda zmiana musi być zaprojektowana oddolnie.

Tak naprawdę wiemy, jak może wyglądać nowa szkoła, przyjazna dzieciom i służąca ich rozwojowi. Jej wzorce powstały ponad sto lat temu. W myśli Deweya, Montessori, Korczaka, Key, Freineta i wielu innych. Przetestowane zostały także w Polsce. Polscy pedagodzy od dziesiątek lat pokazują, w jakim kierunku warto zmierzać. Podpierają swoje tezy licznymi badaniami.

Wiemy, jak efektywna potrafi być edukacja, kiedy znika przymus, opresja, uczenie pod testy. Pokazują to młodzi ludzie działający
 w Klubach Młodego Odkrywcy, Esero, Odysei Umysłu, DI.

Wiemy jak pracuje mózg dziecka - kiedy jest aktywny, a kiedy się wyłącza. Wiemy co motywuje uczniów do pracy, a co zniechęca. Pokazują to badania neurobiologów oraz psychologów społecznych. Mówią o tym koncepcje automotywacji, potwierdzone w licznych badaniach. Można sięgnąć do Daniela Pinka czy Sugaty Mitry.

Wiemy jak można twórczo wykorzystać nowe technologie. Pokazują to doświadczenia Latarników Polski Cyfrowej czy Superbelfrów. W sieci jest dziesiątki strob, blogów, broszur, webinariów. 

Wiemy, jak inspirujące może być towarzystwo mądrych, refleksyjnych dorosłych, szacujących i lubiących uczniów, odrzucających relację władzy. Pokazują to dzisiaj nie tylko szkoły alternatywne (wolne, demokratyczne, montessoriańskie, waldorfskie), szukające swego miejsca na obrzeżach systemu, ale także te, które znajdują się w jego centrum (jak podstawówki w Radowie Małym czy Okunicy).

Wiemy, co robić i jak. Mamy propozycje gotowych rozwiązań. Wiem, co służy naszym dzieciom a co nie. Dlaczego zatem wciąż kurczowo tkwimy w modelu szkoły wymyślonym dwieście lat temu na potrzeby biurokratycznego, imperialnego państwa, szkoły mającej w zamierzeniu dostarczać zdyscyplinowanych urzędników i robotników fabrycznych? Dlaczego wciąż trzymamy się ocen, testów i jednokierunkowej transmisji wiedzy?

Chcemy zmiany i jednocześnie jej nie chcemy. Czy naprawdę tak bardzo się przywiązaliśmy się do starych narracji? Czy serio aż tak się boimy? 

Tomasz Tokarz

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

10 blokad w pracy nauczycieli

Celem edukacji jest rozwój dziecka